sobota, 29 marca 2014

Minął rok...

 ,,I miss you so
Seems like it's been forever
That you've been gone
Where'd you go?
I miss you so
Seems like it's been forever
That you've been gone
Please come back home"
Fort Minor- Where'd you go? 


 Obudziłam się dziś z szetlandem na żebrach i językiem na twarzy.
Laki zwariował?
Nie, to Dain.
Laki ograniczał się do lizania, ewentualnie jęczenia i tykania łapą. Był dużo bardziej subtelniejszy i delikatniejszy. No i każdy poranek nie był desperacką walką o oddech, bo jakieś bydle położyło ci się na klacie.  
Laki w ogóle nie powodował trwałych uszkodzeń u mnie. Tylko raz się stuknęliśmy głowami, aż coś trzasło.
To raczej ja na niego nadeptywałam, to on oberwał ode mnie z łokcia, to ja mu omyłkowo spuściłam miecz na łeb.
Nic celowo, po prostu bywam kompletną ciamajdą.
Ale Laki to znosił.
On wiele mi wybaczał.
Fakt, obraził się nieraz na mnie niejednokrotnie. Ale przeprosiłam i znowu było dobrze.
Ja także się na niego nieraz obrażałam. Bezpodstawnie, z perspektywy czasu. Ale potem było dobrze.
W końcu najlepsi przyjaciele też się czasami kłócą.
A z czasem kłócą się coraz mniej i mniej.
Dwa pasujące do siebie puzzle.
Kiedy ja nie wyrabiałam, Laki był na przedzie. Czekał na mnie, chciał mnie puścić przodem, ale ja go wypychałam przed siebie.
Idź, chłopie, ja zaraz dojdę.
Kiedy Młody nie wyrabiał ja go wołałam. Motywowałam. On szedł. Tak było wtedy w Dolince, pewnej zimy, kiedy to nie mógł wejść pod górkę, tak było na górze piachu na Rżące.
Zrobię to dla ciebie.

Memories are bittersweet
The good times we can't repeat
Those days are gone and we can never get them back
Now we must move ahead
Despite our fear and dread
We're all just wishing we could stop but
                                                                     The Offspring-Can't repeat

Tak naprawdę gdziekolwiek bym nie poszła i tak nie uwolnię się od widma Młodego.
Zresztą wcale nie chcę. Wygodnie mi z tym.
Obroża zmieniła swoje miejsce. Cóż, nie jest tam gdzie trzeba, ale jest tam gdzie jest potrzebna.
Laki kochał spacery. A na spacery wychodził w obroży. Smycz zazwyczaj była zbędna.
Tylko raz zapomniałam obroży. Chwilowe szaleństwo dozwolone, bo posiadacz obroży obecny.
Butów też wtedy zapomniałam.
Jednak psa nigdy nie zapominałam.
Laki był moim znakiem charakterystycznym. Gdy byłam bez niego mogłam przejść osiedle i nie usłyszeć ani razu "cześć".
Wyszłam z nim na 10 minut.
Cześć! Cześć! Cześć!
I kończyło się na godzinnym spacerze.
Kiedyś w Wigilię u rodziny rozmawiałam z pewną starszą kobietą. Pokazywałam jej zdjęcia Lakiego na aparacie. W pewnym momencie oderwała wzrok od zdjęć i rzekła:
-Dobrze, że robisz mu tak dużo zdjęć. Będzie co wspominać kiedy odejdzie.
Wtedy pomyślałam, że przez te 16 lat pewnie ich się trochę uzbiera. Bo tyle miał żyć Laki.
Szkoda, że człowiek jest istotą omylną.

No i minęło te 16 lat minus 10.
Zdjęć jest dużo, filmów też.
Wspomnień jeszcze więcej.
Nawet futro się zachowało.
Zawsze zazdrościłam tym, którzy od kołyski mieli psy. Teraz już nie zazdroszczę.
Dorastałam, kształtowałam swój światopogląd z najwspanialszym psem jaki kiedykolwiek się narodził. On mi pomógł przeżyć, do samego końca kształtował mój charakter. Odnoszę wrażenie, że to on nauczył mnie więcej niż ja mogłam nauczyć jego. Dorastał razem ze mną.
Wręcz zrósł się ze mną.
Trafił do mnie w odpowiednim czasie.
Nie wiem kto zarządził jego odejściem. Jeśli Hades to ja chcę być Orfeuszem.
Kimkolwiek ten ktoś był, dla niego to był odpowiedni moment na odejście.
Szkoda, że był niezaznajomiony z naszymi planami.
Ale przeszłość jest nieodwracalna.
W sumie to bardzo dobrze.
Przeszłość zawiera wspomnienia.
Ale cóż poradzę na to, że szetlandy to uparte stworzenia i Laki postanowił nie opuszczać mojego serca?
Dopiszę sobie to na listę przydomków Lakiego: Pies, który nie poddał się Hadesowi.

,,Mówi się, że każdy miłośnik psów spotyka w swoim życiu jednego psa, który jest jego bratnią duszą, i z którym łączy go cudowna i tajemnicza więź"
Linda Baxter
Dziękuję, Młody.